uploads/TOPFOTKI2/top_foto2_018.jpg
 
01 - pierwszy dzień
( 08-10-2009 )
 

Witamy Was serdecznie w miarę możliwości technicznych postaram się zdać Wam relację z pobytu Polskiej Reprezentacji w Japonii, więc zaczynamy !


Na coroczne spotkanie w Tokyo "Nature Aquarium Party" z Polski wyruszyła najliczniejsza jak do tej pory ekipa reprezentowana przez osoby: Adam Paszczela /Ada Polska/, Marian Strzelecki /Ada Polska/, Paweł Iglewski /www.NAacademy.pl/, Grzegorz Mosurek /roslinyakwariowe.pl/, Tomasz Szostak /zoo-zyrafa.pl/, Michał Czerwiński /trzmiel.com.pl/, Szymon Fiedorowicz /23 m-ce w IAPLC 2009/ i Artur Frankowski /25 m-ce w IAPLC 2009/.

 

A oto początek naszej wspólnej przygody.
Ekipa stawiła się w całości na lotnisku w Warszawie. Nasza podróż zaplanowana była na dwa przeloty do miejsca docelowego, czyli z Warszawy do Moskwy i dalej z Moskwy do Tokyo.

Do stolicy Rosji mieliśmy się dostać dwoma samolotami: Adam, Paweł, Grzegorz, Michał i Tomek lotem "AREOFLOT-u" a Marian, Szymon i Artur lotem "LOT-u". Ekipa karnie stawiła się o poranku na lotnisku im. Fryderyka Chopina w Warszawie.

Prawie wogóle, oczywiście z powodu ekscytacji i myśli, które się skupiały na celu podróży, nie zwracaliśmy uwagi na to, że wokoło panowała śnieżyca, temperatura powietrza spadła do 0oC i wiał silny, porywisty wiatr.

Pierwsza ekipa zgrabnie i szybko zasiadła w Airbasie Aeoroflotu i z pokorą czekała na start.... czekała, czekała .... czas płynął.... za oknem, a któż to może wiedzieć co było! Cały samolot został oklejony przez śnieg jak, bałwan.

Tak w spokoju i nadzieji, że to już za chwilę start, spędziliśmy w zamkniętym samolocie ponad dwie godziny. Wreszcie ruszyliśmy na pas startowy. Huraaa!  Ops, znowu przystanek, jakieś przedziwne pojazdy podjechały do naszego samolotu i zaczęły go całego zmywać ze śniegu. Za nami w kolejce samoltów, stała druga częśc naszej ekipy. Umyto naszą maszynę dokładnie i nasz "radziecki" pilot Korowlow oznajmił, że doczekaliśmy się chwili startu.

Po chwili byliśmy w powietrzu, a po kilkunastu minutach do samolotu zajrzało słońce i wokoło było bezchmurne niebo. Lecieliśmy na wysokości 10.000 metrów z prędkością mocno przekraczającą 800 km/h, naszemu dzielnemu kapitanowi spieszyło się by dowieźć nas na następny lot do Tokyo. Londowanie przebiegło nad wyraz gładko! To był mój pierwszy lot w życiu więc spodziewałem się najgorszego, a samolot  poprostu zgrabnie przycupnął sobie na pasie, wyśmienita robota rosyjskiego pilota.

 

Moskawa, lotnisko - Szeremietiewo.
Miejsce przedziwne. Niby port miedzynarodowy, a czułem sie jak bym wysiadł na dworcu kolejowym Łódź Kaliska. Opasłe Panie poprosiły nas na kontrolę i po kilku minutach artykułowania zlepku słów zrozumiałem, że koniecznie chcą zobaczyć również paszport i kartę pokładową albo ja taki nie "kumaty", albo one, nie ważne, prześwietli nas i puścili dalej. Mieliśmy jeszcze dwie godziny do następnego lotu, więc opanował nasze umysły błogi spokój i odprężenie. Telefony na lotnisku działały, więc niezwłocznie zaciągneliśmy języka, gdzie nasza druga część ekipy ? O zgrozo okazało się, że nasz samolot był ostatni, który został wypuszczony z Okęcia a Marian, Artur i Szymon wciąż siedzą w samolocie w kolejce i obrastają w śnieg... .

Nadeszła godzina naszego odlotu do Tokyo, jako że miejsc pokus w strefach wolnocłowych jest wiele, lekko zagubiliśmy się w nich... i na pokładzie stawiliśmy się jako ostatni pasażerowie.

Powitał nas kapitan, nie zgadniecie: pilot Korowlow, mnie ulżyło, reszta ekipy ne zauważyła. Gładki start, 9,5 godziny lot i zbliżamy się do międzynarodowego lotnska w Niracie /80km od Tokyo/. Samolot zatoczył zgrabny łuk nad oceanem i powrócił nad teren wyspy zwanej Japonia. Lądowanie w Tokyo było już tylko powtórką tego co widzieliśmy w Moskwie, co by nie mówić rosyjcy piloci są dobrzy i mają do dyspozycji naprawde dobre nowoczesne maszymy latające.

 

Tokyo, lotnisko - Nirata.
Przywitało nas piękne słońce i temperatura bliska 20oC, wspaniale, ciepło i lekko wietrznie. Nie tylko pogoda okazała się łaskawa, na każdym kroku spotykam japończyków którzy chcą nam w czymś pomóc, nie bywałe, zwłaszcza dla kogoś, kto na codzień żyje w Polsce. Z lotniska wydostaliśmy się dzięki wjątkowej organizacji tutejszego narodu, bardzo szybko i koleją JR w ciągu niecalej godziny byliśmy już w centrum Tokyo. Stąd taksówką do hotelu już tylko 15 minut / taksówki co dziwne kosztują w zasadzie tyle samo co w dużych miastach Polski/.

 

Hotel - Villa Fonteine,
przywitał nas przemiłymi recepcjonistkami, które ledwo mówią po angielsku ? A jest to hotel ogromny prawie 50-cio pietrowy, prawie w centrum Tokyo. Z recepcji dzieliła już nas tylko chwila do wymarzonego swojego, kilkudniowego lokum. Jesteśmy na miejscu i natychmiast telefon do drugiej części ekipy. No i tu zawód oczywiście wiedzieliśmy, że nie zdążyli na nasz wspólny lot do Tokyo, ale myśleliśmy że przybędą wszcześniej. Okazało się, że do Tokyo z Moskwy jest tylko jeden lot dziennie więc rosyjskie służby specjalne odeskortowaly naszą nieszcześliwą trójkę do hotelu i zamknęły pod kluczem gdzie spędzili, Bogu dzięki, że w komfortowych warunkach, prawie 20 godzin.

Ale nie martwcie się o nich, już wiemy że są w powietrzu i za 9,5 godziny lądują w Niracie... .

Jutro dalszy ciąg mojej relacji, wycieczka po salonach akwarystycznych i spotkanie z łazienką hotelową. Gorąco Was pozdrawiam z Tokyo!  Paweł.

 

Galeria z naszego pierwszego dnia pobytu pod tym linkiem:

http://www.naacademy.pl/Galerie/JAPAN-2009--01,1,0,10,422.htm